News

Saturday, November 25, 2006

#97: Jak zaobserwowalem "orba" golymi oczami

W UFOlogii "orbem" nazywany jest miniaturowy wehiku³ UFO o kszta³cie zbli¿onym do kulistego. Jego nazwa wywodzi sie od angielskiego "orb", co znaczy "okragly obiekt", np. slonce, kula, oko, jablko monarsze. (Ciekawe, ze sporo dawnych monarchow portretowanych jest jak trzymaja w reku zlota kule. Czyzby owa kula byla wlasnie takim orbem, albo symbolem takiego roba?) Najczesciej orb zostaje uchwycony przypadkowo na fotografii. Przyklady takich wlasnie fotografii pokazujacych "orby", wystawione sa na totaliztycznej stronie "landslips_pl.htm" - patrz tam "Fot. 5" i "Fot. 6". Wzrokowe obserwacje "orba" sa ogromnie rzadkie. Ja osobiœcie widzialem jednego w okresie mojej mlodosci - jego opis podalem w podrozdziale D1 traktatu [4b] - patrz totaliztyczna strona "tekst_4b.htm". Patrzylem na niego wowczas w widoku z gory, kiedy plywal on w wodzie. Z uwagi zapewne na splaszczajacy efekt optyczny wody, przypominal mi on wowczas nie okragla kule, a rodzaj jakby zlotej elipsoidy o ksztalcie i wielkosci typowego (staromodnego) zegarka kieszonkowego. Obserwacje orbow przez inne osoby opisalem w punkcie #5 totaliztycznej strony "newzealand_pl.htm", a takze w podrozdziale C8.2 monografii [5/4] - patrz totaliztyczna strona "tekst_5_4.htm".
Moja druga wzrokowa obserwacja "orba", ktora zamierzam tutaj opisac, miala miejsce w sobote, dnia 25 listopada 2006 roku. Okolo 14:20 wyszedlem wowczas na spacer. Byl srodek jasnego, slonecznego dnia, aczkolwiek wial dosyc silny wiatr zachodni (tj. z zachodu na wschod). Po okolo 10 minutach spacerowania doszedlem do miejsca niedaleko mojego domu, gdzie na trawniku znajduje sie niewielkie ladowisko UFO wypalone w trawie tylko kilka miesiecy wczesniej. Ladowisko to ma ksztalt perscienia spalonej trawy o srednicy zewnetrznej do= 45 cm, zas wewnetrznej di= 27 cm. Ja systematycznie obserwuje ewolucje stanu tego ladowiska ju¿ od okolo pol roku. Zawsze mnie tez tam zastanawia jak (oraz jakiego typu) wehikul UFO mogl wypalic ladowisko o tak malej srednicy. Po przejsciu po tym samym trawniku kilkanascie dalszych metrow, kopnalem klebek trawy jaki odstawal wyrozniajaco sie od reszty trawnika. W owej chwili z ziemi wzbilo sie w powietrze cos mlecznego koloru. Bylo to sporej wielkosci, bo dorownywalo pilce ping-pongowej. Jednoczesnie uslyszalem glosne bzyczenie podobne do odglosu iskier elektrycznych na wadliwym polaczeniu elektrycznej linii napieciowej. Bzyczenie owo jednak nie wydobywalo sie punktowo z owego czegos, a rozlegalo sie jakby dookola mnie. To cos wznosilo sie od mojej nogi prosto do moich oczu. Najpierw podlecialo do mojego prawego oka na odleglosc zalednie okolo 1 cm od oka. Lecialo tak szybko ze moje oko nie zdolalo sie nawet przestawic na jego ostre widzenie. Odnotowalem wiec to cos jako mleczna, migajaca plame przed moim okiem. Pozniej analizujac swoje odczucia wyraznie tez odnotowalem ze to cos nie wytwarzalo zadnego podmuchu ktory moja skora by odebrala. Przed prawym okiem zatrzymalo sie jednak tylko na ulamek sekundy, poczym przelecialo przed moje lewe oko podobnie zatrzymujac sie na moment i dokonujac migotania. Nadal wygladalo jak mleczna szybko migoczaca plamka. Po rownie krotkim zawisnieciu przed moim lewym okiem, ponownie zazygzakowalo to cos aby ustawic sie nieco ponad nasada mojego nosa, przy miejscu gdzie powszechnie sie uwaza, ze posiadamy tzw. "trzecie oko". Przez umysl przeleciala mi wowczas blyskawiczna mysl, ze musialem sploszyc jakiego szybkiego owada o mlecznych skrzydlach. W tym miejscu musze przyznac, ze owo zygzakowanie mlecznej plamy przed moimi oczami teraz przypomina mi ruchy zabawki ktora bawia sie Maoryskie kobiety, a ktora nazywa sie "poise" - opisuje je dokladniej w podrozdziale C1 z monografii [5/4]. Po rownie krotkim zawisnieciu, sponad nosa to cos strzelilo pod katem okolo 60 stopni w gore i w kierunku magnetycznego poludnia. Dosyc silny wiatr zachodni jaki wial na to z mojej prawej strony, nie powodowal najmniejszego zboczenia tego czegos z zamierzonego kursu. Caly czas dalej poruszalo sie to juz po linii prostej jak strzala. Dopiero w owym momencie moj wzrok zdolal ustawic na tym swoja ostrosc. Odnotowalem wowczas ze powierzchnia tego czegos jest gladka, blyszczaca, szklista, wyraznie odcinajaca sie, o dosyc silnym niebieskim odcieniu - tak jakby sie jarzyla niebieskim œwiatlem. Tam gdzie wyraznie bylo to widac, powierzchnia ta wygladala niemal jak powierzchnia przezroczystej banki mydlanej o srednicy pilki do ping-ponga, oraz o kolorze niebieskawego, przezroczystego szkla. Faktycznie wiec srednica tego kulistego czegos byla zblizona do najwiekszej srednicy zlocistej elipsoidy (orba) ktora widzialem w czasach swojej mlodosci. Wyraznie widzialem na tym czyms ow sferyczny ksztalt jedynie na jego gornym i dolnym koncu. Z kolei w swojej srodkowej czesci istnial poziomy pas o szerokosci okolo 75% jego srednicy, w jakim wogole nie bylo nic widac - tak jakby w owym obszarze to cos bylo zupelnie niematerialne czy niewidzialne. Szczerze mowiac, to owe dwie powierzchnie czaszowate na obu koncach tego czegos przypominaly mi rysunki jakie sporzadzaja ludzie ktorzy zaobserwowali dwa wehikuly UFO typu K7 sprzegniete ze soba w kulisty kompleks latajacy, w ktorym to kompleksie oba kolnierze staja sie niewidzialne. Wszystko to co tutaj opisuje dzialo sie w blyskawicznym tempie, tak ze cala owa moja obserwacja, zaczynajac od chwili kiedy to cos poderwalo sie z ziemi i zaczelo indukowac bzykanie, az do chwili kiedy to cos zniknelo w oddali, trwala zapewne krocej niz jakies 2 sekundy. Poniewaz doskonale zdaje sobie sprawe z wagi natychmiastowego spisywania swoich obserwacji, zanim szczegoly zatra sie nam w pamieci, natychmiast po owej obserwacji zawrocilem do domu aby spisac niniejsza notatke. Po drodze analizowalem wszelkie szczegoly swoich spostrzezen i doznan, aby nic nie umknelo mojej pamieci.
Owa obserwacja "orba" dostarczyla mi pierwszych sugestii ktore wyjasniaja skad sie wzielo owo miniaturowe ladowisko UFO na tymze trawniku - jakie wczesniej opisalem. Zaczynam posadzac, ze pod owym miejscem miesci sie jakas podziemna jaskinia w ktorej znajduje sie baza dla parkowania owych orbow. Wiekszosc z owych orbow ma zapewne srednice pilki pingpongowej. Stad kiedy wzlatuja one w powietrze, lub zaglebiaja sie pod ziemie, nie formuja one widocznych dla mnie ladowisk. Na jednego z nich widac przypadkowo niemal nadrepnalem kiedy wylatywal on spod ziemi w stanie migotania telekinetycznego. To zapewne wlasnie z uwagi iz poczatkowo lecial on w stanie migotania telekinetycznego, w pierwszej fazie widzialem go jako mleczna, bzyczaca plame. Dopiero kiedy ow orb strzelil skosnie w gore aby odleciec ku poludniu, przestal migotac telekinetycznie, a stad jego bialoϾ zaniknela tak ze stal sie on przezroczysty. Najwyrazniej do owej podziemnej bazy orbow wlatuje tez czasami nieco wiekszy orb. Zapewne to wlasnie on wypalil owo ladowsko ktore mnie tak interesuje. Poniewaz jednak ten szczegolny trawnik jest niemal w srodku miasteczka i ze wszystkich stron otoczony jest on jezdniami i chodnikami, tylko przez przypadek ow orb raz zaglebil sie pod ziemie w miejscu gdzie rosla trawa, wypalajac owo ladowisko. Reszta zaglebiania sie nastepowala pewno na jedniach i chodnikach, gdzie orby te nie pozostawialy zadnych sladow. Podziemia pod owym trawnikiem sa wiec jakby odpowiednikiem polskiego Wylatowa, gdzie rowniez znajduje sie podziemna parkowalnia UFO. Tyle tylko ze w Wylatowie parkuja duze zalogowe wehikuly UFO, a nie takie malenkie "orby" - co wyjasniam dokladniej na totaliztycznej stronie "aliens_pl.htm".
W opisywanej tutaj obserwacji moja ciekawosc wzbudza tez dziwne zachowanie sie owego orba. Mianowicie dlaczego zamiast po wyleceniu spod ziemi strzelic w gore tak jak uczynil to na koncu, ow dziwny orb najpierw zygzakowal chwile przed moimi oczami i przed moim nosem, tak jak owe maoryskie "poise". Nic nie dzieje sie bez powodu. Stad i dla tego dziwnego zachowania orba musi istniec jakas przyczyna. Zastanawiam sie czy przyczyna ta nie jest tzw. "biometrics", czyli rozpoznawanie ludzi na podstawie charakterystyki ich oczu. Byc moze iz ow orb, zanim odlecial, najpierw sprawdzal kim ja jestem. Aby zas mnie rozpoznac, przeanalizowal on wzor "biometryczny" z moich oczu. To z kolei by sugerowalo, ze UFOnauci w swoich bazach komputerowych posiadaja zapisy danych biometrycznych kazdego czlowieka na Ziemi. Taki ewentualny nakaz rozpoznania kim ja jestem by wyjasnial dlaczego ow orb zawisal na krotko przed kazdym z moich obu oczu. Po rozpoznaniu kim ja jestem, najwyrazniej jego komputer mial zaprogramowane aby rozwiac moja ciekawosc i upewnic mnie ze nie widze nic nadzwyczajnego. W tym celu podlecial wiec pod moje "trzecie oko" i przekazal mojemu umyslowi ta szybka mysl, ze w tym co widze nie ma nic tajemniczego, a po prostu widze owada o mlecznych skrzydlach ktory zerwal sie z ziemi.
Kolejna sprawa ktora mnie intryguje, to dlaczego najpierw ow orb byl bialy (kiedy zrywal sie z ziemi i zygazkowal), potem zas jego biel zaniknela i stal sie przezroczysty, szklisty, z jakby blekitna poswiata. Domyslam sie tu, ze najwyrazniej w poczatkowej fazie lecial on w tzw. "stanie migotania telekinetycznego" (opisanym dokladniej na stronie "dipolar_gravity_pl.htm"). Dopiero potem zas zmienil stan swego dzialania na lot czysto magnetyczny. Stan telekinetycznego migotania jest absolutnie niezbedny kiedy wehikul UFO przelatuje przez materie stala. To zas oznacza, ze ow orb niemal na pewno wlasnie wylonil sie spod ziemi, a nie z trawy - kiedy go najpierw zobaczylem. W owym miejscu nie ma nic interesujacego pod ziemia co ow orb moglby badac. W polaczeniu wiec z owym innym wypalonym niewielkim sladem odleglym tylko o kilka metrow na tym samym trawniku, wynika ze faktycznie jest tam podziemna baza orbow. Musze zaczac tym miejscem interesowac sie nieco bardziej.
W koncu interesujace jest owo bzyczenie tego orba jak owad. Jak wierze, musialo ono byc indukowane przez pulsujace pole magnetyczneg owego orba. Nie bylo ono jednak az tak szybkie jak ja bym sie tego spodziewal po tak malym wehikule. Faktycznie to jego czestotliwosc byla zblizona do czestotliwosci bzyczenia trzmiela. Teraz rozumiem dlaczego w jednej z ksiazek z Cyklu "Sprawa Andreasonow", ich glowna bohaterka opisuje ze zahipnotyzowal ja trzmiel jaki usiadl na jej skroni. Najwidoczniej zostala ona zahipnotyzowana wlasnie przez takiego orba jak ten ktorego ja widzialem.
Na zakonczenie chcialbym zwrocic uwage czytelnika, ze to co mi sie przytrafia, z cala pewnoscia przytrafia sie tez calemu mnostwu innych ludzi, wlaczajac w to zapewne i czytelnika. Ciekawe wiec ile razy czytelnik tez natknal sie w swoim zyciu na takiego "orba", tyle ze wzial go za bialego trzmiela, czy za jakiegos innego owada. Ciekawe takze ile razy taki wlasnie orb zahipnotyzowal czytelnika gdzies na jakims pustkowiu?
Niech totalizm zapanuje, Dr inz. Jan Pajak

0 Comments:

Post a Comment

<< Home